fbpx

Cashflow, czyli wskaźnik stabilności firmy

with Brak komentarzy

Zdjęcie książki Roberta Kiyosaki pod tytułem Kwadrant przepływu pieniędzy.

W ostatnim czasie dość regularnie spotykam się z sytuacją, w której przedsiębiorcy mają nieco życzeniowe przekonanie o kondycji swoich firm. Dokładniej mówiąc, życzą sobie, żeby obiektywne wskaźniki nie były wobec nich aż tak surowe. Żeby były bardziej wyrozumiałe. Takie „bardziej ludzkie”. Niestety, obiektywne wskaźniki mają to do siebie, że są obiektywne(!) i jeśli według nich kondycja jakiejś firmy nie jest najlepsza, to trzeba się z tym zmierzyć, a nie udawać, że jest inaczej. Trudno leczyć jakąkolwiek chorobę, gdy zaprzecza się jej istnieniu.

W tym artykule chciałbym się zająć tylko jednym, ale kto wie, czy nie najważniejszym, obiektywnym wskaźnikiem, określającym stabilność każdej z firm. Robert Kiyosaki, autor kilku bestsellerów, m.in. „Bogaty ojciec, biedny ojciec”, używa określenia „cashflow”, co chyba najlepiej możemy przetłumaczyć jako „przepływ pieniędzy” lub bardziej po polsku „płynność finansowa”. Dodałbym, że w kwestii obiektywnego wskaźnika, o którym piszę, chodzi konkretnie o „stałą płynność finansową”. Nie chwilową, wynikającą z ostatniego, bardzo intratnego kontraktu, a stałą, czyli taką, jaką firma może się wykazać przez cały rok. Stała, to również taka, która jest do przewidzenia już na początku każdego kolejnego roku i następnych lat. Chyba nie muszę dodawać, że powinna być ona z każdym rokiem rosnąca. I to najlepiej znacznie powyżej inflacji.

Jak się łatwo domyślić, wpływ na cashflow ma wiele czynników. Od najbardziej wydawałoby się błahych, takich jak pogoda zniechęcająca klientów do wyjścia na zakupy, do bardzo poważnych, takich jak przemiany gospodarcze lub polityczne dotyczące całego kraju lub nawet kontynentu.  I tu ktoś mógłby powiedzieć, że przecież nie wszystkie z nich można kontrolować. Oczywiście, w pełni się z tym zgadzam. Jednak jeśli chcemy stawić czoło prawdzie i nie traktować życzeniowo kondycji naszej firmy, to właśnie z takimi faktami należy się zmierzyć. Jest wiele czynników, na które nie mamy wpływu, ale na zdecydowaną większość z nich możemy się przygotowywać. A przed najbardziej dla nas niebezpiecznymi możemy się zabezpieczać.

W przypadku wielu firm główny problem z cashflow, a właściwie z jego brakiem, wynika przede wszystkim z modelu biznesu, jaki wykorzystują. Zatrzymam się nad tym przez chwilę, gdyż  jest to prawdopodobnie najczęściej popełniany błąd w postrzeganiu swojej działalności gospodarczej. Słowo „biznes” jest w zdecydowanej większości przypadków mocno nadużywane. Najczęściej robią to przedsiębiorcy, którzy są po prostu „samozatrudnieni”. Oczywiście, nie ma w samozatrudnieniu niczego złego. Tak działa prawdopodobnie najwięcej podmiotów gospodarczych. Można tym sposobem zarobić nawet całkiem niezłe pieniądze. Być może nawet stać się milionerem. Warto jednak uświadomić sobie, czym charakteryzuje się taka forma działalności, aby się potem nie oszukiwać. Na bardziej szczegółowy opis będzie miejsce w innym artykule. Tu tylko „na szybko” wspomnę, że, po pierwsze, w samozatrudnieniu właściciel firmy wszystkiego musi dopilnować osobiście. A po drugie, w zdecydowanej większości przypadków, nie ma niestety szansy na uzyskanie wspomnianego cashflow. Zbyt wiele jest czynników, które to uniemożliwiają.

Daleki jestem od stwierdzenia, że na obraz dzisiejszego biznesu składają się same problemy i brak płynności finansowej firm. Z pewnością aż tak źle to nie jest. Osobiście znam wielu przedsiębiorców, którzy sobie całkiem nieźle radzą. Znam też i takich, których firmy prosperują obecnie wręcz rewelacyjnie. Znam też kilku właścicieli biznesów, którzy zaliczyli nawet półroczne podróże dookoła świata, a ich biznesy nie tylko na tym nie ucierpiały, ale nawet odnotowały kolejny wzrost. Nie zmienia to jednak faktu, że w wielu pozostałych przypadkach nie jest najlepiej. Najciekawsze, że często właściciele takich właśnie firm pocieszają się tekstem typu: „przecież teraz wszyscy tak mają”. Jakby to zdanie miało być zaklęciem, które wpłynie na ekonomię i powstrzyma wierzycieli przed upomnieniem się o swoje należności. Niestety, nie powstrzyma.

Wracając do tytułowego „cashflow”. Jest to z pewnością jeden z tych czynników, który najtrudniej wypracować w biznesie. Z jednej strony wymaga dużej grupy lojalnych klientów i partnerów, z którymi na stałe współpracujemy. Z drugiej, wymaga dobrze opracowanego modelu biznesu, dzięki któremu wspomniani klienci i partnerzy mogą i chcą być związani z naszą firmą na zawsze. Czy to możliwe? Czy takie biznesy istnieją? Oczywiście. Istnieją i mają się świetnie. Zwłaszcza w dzisiejszych tzw. trudnych czasach. Na czym polega ich sekret? No cóż, może właśnie dlatego nazywa się „sekret”? Ale to już temat na inny artykuł.