fbpx

Pandemiczny miesiąc miodowy

with Brak komentarzy

pochmurne niebo nad nadmorskim pomostem

Pandemiczny miesiąc miodowy powoli się kończy. Minęły już trzy tygodnie od dnia, gdy po raz pierwszy wszyscy, jako obywatele tego kraju, odczuliśmy realność zagrożenia koronawirusem. Nie chodzi mi o pierwsze statystyki zachorowań, ale o dzień, w którym ogłoszono zamknięcie szkół. Od tej chwili nasze życie zmieniło się diametralnie. Nawet tych, którzy swoich dzieci już albo jeszcze w szkołach nie mają.

Nastała nowa rzeczywistość

Dlaczego te pierwsze tygodnie kryzysu nazywam paradoksalnie miesiącem miodowym? Przecież „honeymoon” to okres błogostanu i beztroski świeżo sobie poślubionej pary, która zgodnie z wzorcem z amerykańskich filmów, cieszy się sobą nawzajem gdzieś na Hawajach, a nie zmaga się z pandemią, czy innym zagrożeniem zdrowia lub życia.

No właśnie. Paradoks polega na tym, że właśnie w bardzo podobnym stanie, jako społeczeństwo, w tych pierwszych tygodniach pandemii, jesteśmy. Jest to rodzaj ekscytacji „czymś nowym”. Taki sam, jak w przypadku nowożeńców. Przeanalizujcie, co robiliśmy w ostatnich tygodniach? Jak się zachowywaliśmy? Nawet nasze pierwsze ataki na półki w sklepach przypominały jakąś dobrą zabawę, a nie rzeczywistą walkę o przetrwanie. Gdy już zamknięto nas w domach, zaczęliśmy wymyślać różne on-line’owe łańcuszki. A to stare zdjęcia, a to satyryczne filmiki z wirusem w tle, czy nawet zwykła głupawka przed kamerką. „Tik tok” wręcz kipi kreatywnością narodu. Co się z nami dzieje? Dobrze się bawimy, gdy umierają ludzie? Oczywiście, że nie. Nie upadliśmy, jako społeczeństwo, na dno. Nie wyzbyliśmy się człowieczeństwa.

Nasza psychika musi sobie z tym poradzić

To, co się w nas zadziało, to pobudzona aktywność mechanizmów obronnych.  Oczywiście zupełnie innych od tych, o których pisałem poprzednio, w kontekście relacji w sieci. Nasze zachowanie podczas pandemicznego miesiąca miodowego, powiązałbym z mechanizmami wyparcia. Jest to bardzo skuteczna strategia psychicznej ochrony naszego organizmu. W uproszczeniu polega ona na tym, że albo nie dopuszczamy do siebie myśli o zagrożeniu, albo wyrzucamy wspomnienia przeżytej traumy ze swojej pamięci. Chronimy tym samym swój umysł, przed koniecznością mierzenia się z danym problemem.

Oczywiście to nie powoduje, że problem znika. Ta strategia również nie rozwiązuje problemu. Z punktu widzenia psychologii, jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że konieczność stanięcia z nim twarzą w twarz, kiedyś w końcu nastąpi. A czynnikiem spustowym może być cokolwiek. A wtedy, bez pomocy specjalisty, może być bardzo różnie.

Święta czasem przełomu

Nasz pandemiczny „honeymoon” już niedługo minie. Jeśli nie nastąpi jakiś medyczny, społeczny lub gospodarczy cud, to, najdalej w okresie Świąt Wielkanocnych, powaga sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, dotrze już do wszystkich. Nawet do tych najbardziej odpornych psychicznie. Potem, niestety, u części z nas nastąpi wyraźny wzrost poziomu frustracji, poczucia zagrożenia, lęku, a u innych pojawi się apatia.

Dlaczego akurat te Święta mają być tym przełomem? Pomijam całkowicie kwestię, że będzie coraz więcej sygnałów o coraz trudniejszej sytuacji gospodarczej kraju, która zacznie dotykać coraz więcej ludzi. Nie w tym rzecz. Czas Świąt, ta zawsze czas szczególny emocjonalnie i zawsze powiązany z pewnymi powtarzalnymi schematami. Z rytuałami, które co roku celebrujemy. Wśród nich, jednym z najważniejszych, jest ten, że się wzajemnie odwiedzamy.

W tym roku tego zabraknie. Dla wszystkich nas, jako dla narodu, będą to pierwsze Święta, które tym razem spędzimy inaczej. Z dala od siebie. Bez fizycznej bliskości. Być może „spotykając się” tylko na ekranach naszych komputerów. I nawet, jeśli akurat w tym, czy innym domu do świątecznego śniadania zasiądą te same osoby co zawsze, co w każdym roku, fakt odmienności tych Świąt i tak przebije się do naszej świadomości.

Jaka porada na koniec? Szczerze mówiąc, nie łatwo coś poradzić. Teraz, jak nigdy przedtem, będą nam się aktywować nasze mechanizmy zachowań, mechanizmy reagowania, powiązane, czy wręcz wywoływane, przez dominujące cechy naszej osobowości. Człowiek zwierzę stadne. Dlatego, szczególnie w sytuacjach kryzysowych, powinien być ze swoim stadem. Jako wspólnota przetrwamy, bo nasze cechy osobowości, gdy jesteśmy w grupie, uzupełniają się. Jako samotna jednostka? Może być bardzo trudno. Dlatego trzymajmy się razem i bądźmy dla siebie dobrzy. Nie tylko dla znajomych. Dla wszystkich. To nie jest łatwe, w perspektywie nadchodzących kilku, bardzo trudnych miesięcy, ale jest możliwe. Zróbmy to.